Praca na parasolkach
Rynek. Parasolki. Dzień próbny. Noc nieprzespana. Trzęsące się ręce. Biegam jak głupi z tacą i krzyczy na mnie wzrokiem każdy przechodzień. Klienci patrzą. Inni kelnerzy patrzą. Menagerka młodsza ode mnie patrzy mi na buty. Szydzi sytuacja. Wstydzę się już nie chce. Kasy brak. Przychodzi do mnie piękna dziewczyna. Kocham każdy jej poruszenie. Wylewam kawę na Niemkę. Menagerka patrzy. Noszę na tacy jak najwięcej. Trzęsą się znowu ręce. Wylewam wodę na Hiszpana. Menagerka patrzy. Gołębie cholerne beztrosko dziobią tury stu turystów. Hejnał czas odmierza. Cyganie na chwilę przenoszą w beztroskie wesele. Wkładam dłonie w puste kieszenie. Menagerka patrzy.
Nie dostałem tej pracy.
Idę w inne miejsce.
Nie dostałem tej pracy.
Idę w inne miejsce.



Komentarze (1)
Ładny opis!
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się